Z kraju

O łódzkim schronisku (cz.1)

Komentarze: 3 02 lipca 2014

Po artykule „500 zwierząt na 700 tys. mieszkańców” postanowiłam pójść dalej tym tropem i dowiedzieć się czegoś więcej o schronisku w Łodzi. Pytania wysłałam do samego źródła. Odpowiedzi na moje pytania są niezwykle ciekawe, gorąco zachęcam do lektury. Wyszło tego sporo, więc podzieliłam wywiad na dwie części.

Na moje pytania odpowiadali:

Grzegorz Kaczmarek  – p.o. dyrektora Schroniska dla Zwierząt w Łodzi
Marta Olesińska – członek Rady Schroniska, wolontariuszka, administrator i prowadząca profil schroniska na FB
Bardzo serdecznie Państwu dziękuję!

1. Kiedy powstało schronisko w Łodzi? Co było przed tym? 

Grzegorz Kaczmarek: Tego dokładnie nie wiem. Z rozmów z mieszkańcami wiemy, że już na przełomie lat 40. i 50. pozyskiwali psy ze schroniska, chociaż w tamtych czasach była to „instytucja”, pochodna rakarza. Obiekty tej placówki znajdowały się na terenach późniejszego zakładu Feniks. W roku 1975 schronisko zostało przeniesione na ulicę Marmurową 4. Wówczas zarządzało nim Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami.

Przewidywano zapotrzebowanie na 60 miejsc dla psów. W tej chwili jest ich ponad 500, a bywało, że i ponad 700. 

Po lewej dyrektor Grzegorz Kaczmarek, po prawej

Po lewej dyrektor Grzegorz Kaczmarek, po prawej Marta Olesińska, a w środku aktor i przyjaciel schroniska Kamil Maćkowiak

2. Z mojej prywatnej obserwacji wynika, że liczba zwierząt w schronisku się zmniejsza. Czy faktycznie jest taki trend? 

Grzegorz KaczmarekTak, obserwujemy takie zjawisko. W roku 2012 było ich nawet 670 -700. Obecnie mamy około 520-540 mieszkańców.
W wymiarze wieloletnim maleje liczba bezdomnych psów, ale rośnie liczba kotów.
W wymiarze sezonowym czasami maleje również liczba kotów.

Przyczyny:

Psy – trwałe oznaczanie, głównie czipami,  pomaga w odnalezieniu właścicieli i zwrocie zwierzaków (w zeszłym roku ok. 600 na 2200 wyłapanych)Ponadto skuteczne akcje adopcyjne wpływają na zmniejszanie się ilości zwierząt w schroniskuDo tego demografia: maleje liczba mieszkańców = mniej zwierząt.

Koty – sezonowe epidemie (szczególnie wśród kotów wolnożyjących) oraz sterylizacje zmniejszają populacje. „Hodowanie” kotów na działkach i w piwnicach populacje zwiększa.

Marta Olesińska: Myślę, że trudno tu mówić o trendzie. Nie można bowiem powiedzieć, że jest trend na posiadanie psa czy kota. Posiadanie zwierzęcia to raczej potrzeba. Jedni ją mają, inni nie. Może bardziej wzrasta (na szczęście) empatia, a poprzez informowanie społeczeństwa wzrasta również świadomość, że w schroniskach są różne psy, koty, wszystkie potrzebujące. Takie uświadamianie i pokazywanie schroniskowej rzeczywistości skłania wiele osób do refleksji i niejednokrotnie słyszymy od osób pojawiających się w schronisku, że postanowili nie kupować zwierzaka, ale wziąć jakaś bidę ze schroniska.

To powinien być trend – ratować psie istnienia ze schroniska, a nie kupować.

Dopóki będzie popyt na kupowanie (w tym z pseudohodowli), dopóty będzie podaż. Prawo rynku. A w schroniskach (w łódzkim także) niejednokrotnie gościliśmy psiaki wielu ras lub te uznawane za rasowe. 

10269480_669318563142684_6170155211347682756_n

Pusty boks – marzenie pracowników schroniska.

3. Jakie są największe bolączki schroniska?

Grzegorz Kaczmarek: Główna bolączka to mentalność ludzi.

Zwierzęta rzadko rodzą się bezdomne, nasza praca to naprawianie cudzych zaniedbań i braku odpowiedzialności za zwierzęta. Wyrzucanie zwierząt przed wakacjami,  pozbywanie się psów bo „urosły”, albo wyrosły na zupełnie innego psa niż oczekiwano (za duży, za mało rasowy), oddawanie zwierząt, bo psocą w domu, bo zjadły dywan.

Ponadto ludzie nie szukają zagubionych zwierząt. Zginął – wróci. Nie wrócił – trudno.

Nie szukają swoich zgub w ogóle albo co najgorsze – nie przychodzi im do głowy, żeby szukać właśnie w schronisku. Największa bolączka związana z mentalnością ludzi, to niezapobieganie rozmnażaniu. I pokutujące przekonanie, że „dla zdrowia” suczka chociaż raz powinna być szczenna, a pies po kastracji „straci charakter”….

Również obowiązujące prawo ma mnóstwo luk i absurdów. Brak obowiązku czipowania, faktyczny brak konsekwencji za porzucenie zwierząt, utrata przez państwo kontroli nad populacją psów i bezkarność za brak szczepień przeciwko wściekliźnie – to wszystko wpływa na bolączki wszystkich schronisk w całym kraju.

Bolączka naszego schroniska jest z pewnością zbyt mała przestrzeń dla tak dużej ilości zwierząt.

Obecny obiekt powstawał z innymi założeniami dotyczącymi ilości i standardu opieki niż współczesne oczekiwania i potrzeby. Ciasno, głośno, brak miejsca na spokojną pracę z psami (rehabilitację, naukę itd.)

Ponadto niedostateczna liczba personelu medycznego, brak etatowego behawiorysty, zoopsychologa – to również nasze bolączki. 

Marta Olesińska: Największą bolączką łódzkiego schroniska, jak również wszystkich tego typu placówek jest przepełnienie. I na nic zdadzą się adopcje i doposażanie, „upiększanie” tych miejsc, jeśli wciąż będzie zwiększać się liczba zwierząt.

W drugiej części wywiadu dowiecie się więcej m.in. o planach schroniska na przyszłość oraz roli wolontariuszy.

Fajny wpis? Będzie mi bardzo miło jeżeli podzielisz się nim z innymi ;)

Co o tym sądzisz?

Komentarze (3)

  1. Joana pisze:

    Ja do tej pory nie mogę zrozumieć postępowania ludzi, kiedy wyrzucają bezbronne zwierzaki.

  2. libra pisze:

    Ciekawe, a ja mam pisma od Dyrektora w których on nie uznaje beawiorystów. Może redakcja jest zainteresowana? 😉

  3. kofeina pisze:

    Libra, a co tam, raz się żyje , wstaw treść pisma, a kto bogatemu zabroni:) O!
    Ciekawe też, że była propozycja darmowego szkolenia dla pracowników i jakoś Pan Dyrektor się nie kwapił…
    Szkoda tylko zwierzaków…


Co o tym sądzisz?

Komentarze (3)

Connect with Facebook


Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. (Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.)

© 2016 doglife.pl. Powered by Wordpress.